-
Nowy rok, nowy czas, a ja dalej bawiłam się aparatem na sylwestrze (:










A to mój zajebisty prezent urodzinowy:
-
Fakt faktem - jest grudzień i nic tego nie zmieni. Dzięki całej tej wiecznie trwającej jesiennej aury, wymyśliłyśmy zupełnie letnią sesję, totalny spontan - Martyna chciała ‘jakieś zdjęcia w ogóle’. Niestety nie przewidziałyśmy - kto by pomyślał! - że może w grudniu spaść śnieg, a temperatura będzie poniżej zera. Moja koleżanka ma prześwietną mimikę twarzy, długie, długie włosy i nogi oraz piękne oczy. Ze względu na temperament Meni nie będzie to sesja typowo fashion/street/cokolwiek/art. Z resztą sami zobaczcie.





-
Tutaj parę zabaw z flash’em. Tym razem ja i Natalia w roli ‘modelek’




-








-
Beginings
Bywa czasem i tak, że trzeba wrócić po raz kolejny do początków - wszystkiego.
Zacznijmy od tego, że dokładnie nie wiem jak zainteresowałam się fotografią.Lubiłam oglądać albumy rodzinne. W gimnazjum widząc jakie fotografie wygrywały ‘konkursy’ stwierdziłam, że nie byłoby problemu zrobić czegoś lepszego. Pojawiła się cyfrówka (w końcu!). Mój kochany KODAK easyshare z885, który zginął śmiercią tragiczną (w wieku 1,5 roku), a konkretniej jego obiektyw, który przestał się wysuwać (nie żebym usiłowała z parudziestu książek urządzić sobie amatorski statyw na krześle na kółkach), a niestety było już za późno, żeby można było dostać drugi na gwarancji, więc musiałam wybrać sobie coś innego.
Za niewielką dopłatą dostałam kolejną cyfrówkę Sony DSC W215 - od razu mówię - totalnie nie polecam. Po moim Kodak’u, który był w stanie robić zdjęcia w zaskakująco dobrej jakości, zdjęcia - chociażby przerabiane przeze mnie 500 tysięcy razy -> bo się nadawało - zdjęcie z rączki jakby to nie było:


Albo jeśli chodzi o zdjecia pogody, roślin, wody w ogóle - natury:


+ Makro

Nawet w gorszych warunkach oświetleniowych radził sobie jak na tamte czasy i mój praktycznie całkowity brak jakiejkolwiek wiedzy bardzo dobrze.

Natomiast Sonka.. Yhm… Z Sonką jest tak, że nie zadowala i nie zadowalała mnie w ogóle. Jak uwielbiam Carl’a Zeiss’a to tu zawiodłam się bardzo. No może nie głownie na optyce, a raczej na kompletnie nie praktycznym oprogramowaniu, rozmieszczeniu przycisków….
No ludzie. Flash, samowyzwalacz i makro na drugim kółku, na DRUGIM, bo to pierwsze, którym możemy sobie obracać nie jest jak to zwykle bywa umieszczone na górze aparatu niedaleko migawki tylko bez sensu w najbardziej niewygodnym miejscu. Serio. Nie wiem po co ktoś wpadł na taki pomysł. A też programy. Chociażby stabilizator obrazu, który robił nam piękne szumy… wszędzie. Szczególnie, że tych programów zwykle nikt nigdy nie używa.
Jedyne co jest w nim lubienia to przycisk do oglądania zdjęć, który jest osobny i każdy użytkownik trzymając go pierwszy raz w objęciach wie gdzie może obejrzeć sobie swoje ‘wspaniałej jakości’ zdjęcia.
Ok. Jedyne czego nie mogę mu zarzucić to ostrości zdjęć przy flash’u. No ale… to nie takie wielkie osiągnięcie… chociażby przy moim aparacie w telefonie (Nokia 5530 xm) też z optyką Zeiss’a tylko przy 3.2 mgpx, a nie 12.1 mgpx nawet bez flash’a -.-
Zdjęcie z Nokii ^

A tu z Sonki.
Różnice?No ale żeby aż tak nie demonizować tego aparatu może parę innych zdjęć:

Witamy Makro. (Uh, nie mogę się powstrzymać - moja Nokia i tak ma lepsze.)


Nie wierzę, że robiłam sobie takie zdjęcia -.-
OK. To tyle jeśli chodzi o dwie cyfrówki.
Zajmijmy się moim przyjacielem telefonem, który jest moim nieodłącznym towarzyszem i ma niesamowite makro, co bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo,bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo,
ardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo,
bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, przydaje się przy robieniu zdjęć - zamiast kserowaniu - zeszytów, podręczników, prac domowych, testów, ogólnie jakichkolwiek tekstów.

Jakaś klasówka z gimnazjum (olaboga)


Znowu MAKRO.




Później nadeszła era pożyczania ‘większych’ aparatów, nie powiem czy lepszych, bo wtedy moja przygoda dopiero zaczynała się…. ‘zaczynać’, zaczynałam czytać, próbować, poznawać, ale najbardziej traktować to jako czystą zabawę i robię to do tej pory.
Ale już na swoim. Po wielu, wielu prośbach, staraniach, zbieraniu pieniędzy we wszelkie możliwe sposoby, zawitał do mnie Nikon d5000.
-




